5 dysfunkcji pracy zespołowej, czyli dlaczego zespoły nie dowożą (i co z tym zrobić)

Data publikacji:

gru 22, 2025

Czas czytania:

5 min

W wielu organizacjach wydaje się, że zespoły mają wszystko, czego potrzeba do sukcesu: kompetentnych ludzi, dobre narzędzia, cele, procesy i KPI. A mimo to coś nie działa. Projekty się ślimaczą, decyzje są odkładane, ludzie gasną albo odchodzą po cichu.
Patrick Lencioni, autor koncepcji pięciu dysfunkcji pracy zespołowej, nazwał to wprost:

„Problemem rzadko są kompetencje czy strategia. Zazwyczaj problemem są relacje i dynamika zespołu.”

Model 5 dysfunkcji to nie żadna „miękka” teoria. To bardzo konkretna mapa tego, dlaczego zespoły nie współpracują skutecznie, nawet jeśli bardzo się starają
Chcesz ją poznać? Zapraszam do lektury! 👇

Dysfunkcja nr 1: Brak zaufania, czyli fundament, bez którego nic nie działa

Lencioni zaczyna od zaufania nieprzypadkowo. Bez niego wszystko, co dzieje się wyżej, jest tylko pozorem.

Ale uwaga! nie chodzi tutaj o zaufanie zadaniowe pod hasłem „wiem, że dowieziesz raport”. Chodzi raczej o zaufanie oparte na bezpieczeństwie psychicznym, które sprawia, że wiem, że:

  • mogę przyznać się do błędu,
  • mogę powiedzieć „nie wiem”,
  • mogę zadać pytanie bez obawy o ocenę.

W zespołach, z którymi pracujemy brak zaufania bardzo często objawia się subtelnie:

  • ludzie mówią „jest OK”, choć nie jest,
  • feedback nie działa, bo nikt nie mówi prawdy,
  • spotkania są według porządku, ale jednak nudne.

Bez zaufania zespół chroni siebie, zamiast współpracować.

Dysfunkcja nr 2: Strach przed konfliktem, czyli cisza, która zabija innowacyjność

Wiele zespołów (ale i liderów!) mówi z dumą: „U nas nie ma konfliktów”. Ale właśnie wtedy powinna się nam zapalić czerwona lampka 🚨

Bo brak konfliktu wcale nie oznacza harmonii. Wręcz przeciwnie! Bardzo często oznacza:

  • unikanie trudnych tematów,
  • tłumienie emocji,
  • decyzje podejmowane „na pół gwizdka” i „dla świętego spokoju”.

A jak w takim pozornie zgodnym układzie ma narodzić się zdrowa, wielowymiarowa dyskusja? 

Konflikt nie jest problemem. Problemem jest strach przed konfliktem. Konstruktywny konflikt:

  • testuje pomysły,
  • ściera perspektywy,
  • prowadzi do lepszych decyzji.

Zespół, który potrafi się spierać bez ranienia ludzi, działa szybciej i mądrzej niż ten, który za wszelką cenę chce być „miły”.

Dysfunkcja nr 3: Brak zaangażowania, czyli gdy decyzje są tylko deklaracją

Zaangażowanie (commitment, nie engagement!) u Lencioniego wcale nie oznacza entuzjazmu i jednomyślności. Oznacza jasność i gotowość do działania, nawet wtedy, gdy decyzja nie jest idealna dla wszystkich.

W praktyce brak zaangażowania wygląda tak:

  • to ważne” -> ale bez terminu,
  • zajmiemy się tym” -> ale bez właściciela,
  • wszyscy kiwają głowami, a tydzień później… nic się nie dzieje.

Brak realizacji to często nie brak chęci, ale brak jasnych ustaleń. Zaangażowanie rośnie, gdy:

  • ludzie zostali wysłuchani,
  • rozumieją po co,
  • wiedzą, kto / co / do kiedy.

Proste, prawda? 😉

Dysfunkcja nr 4: Unikanie odpowiedzialności, czyli gdy nikt nikomu nie zwraca uwagi

Unikanie odpowiedzialności to jedna z najbardziej niewygodnych dysfunkcji. Bo oznacza ona, że ludzie widzą, że coś nie działa, ale milczą.

A dlaczego milczą? Ano dlatego, że:

  • nie chcą psuć relacji,
  • nie czują się bezpiecznie,
  • nie wierzą, że to coś zmieni.

Lencioni mówi wprost: odpowiedzialność zespołowa to zwracanie sobie nawzajem uwagi, gdy łamane są ustalenia.

Nie przez szefa i nie w rocznym podsumowaniu, ale tu i teraz, między współpracownikami.

Tam, gdzie nie ma zaufania i konfliktu, nie ma też odpowiedzialności. Jest za to:

  • przeciąganie decyzji,
  • przerzucanie winy,
  • i bierna postawa, prowadząca do marazmu.

Dysfunkcja nr 5: Brak koncentracji na wynikach, czyli gdy „ja” wygrywa z „my”

Na szczycie piramidy jest to, co najbardziej widoczne: wyniki. Ale – i to jest kluczowe – wyniki są efektem ubocznym zdrowego zespołu, a nie punktem startowym. Lubi mówić, że są trochę „efektem ubocznym”, gdy reszta dobrze funkcjonuje 😉

Brak koncentracji na wynikach pojawia się, gdy:

  • ludzie dbają głównie o własne cele,
  • status, ego lub „święty spokój” są ważniejsze niż efekt zespołu,
  • sukces zespołu nie jest wspólną sprawą.

Z naszych doświadczeń z organizacjami wynika, że bardzo często zespołu dowożą nie dlatego, że ktoś „ciśnie KPI”, ale dlatego, że mają relacje, zaufanie i wspólny sens działania.

Dlaczego Lencioni działa i dlaczego sama wiedza nie wystarczy

Model 5 dysfunkcji jest prosty, w konstrukcji, ale nie jest łatwy we wdrożeniu.

Dotyka on bowiem rzeczy niewygodnych i wciąż nie zawsze mile widzianymi w biznesie, a mianowicie: 

  • emocji,
  • relacji,
  • odwagi,
  • uważności lidera na siebie i zespół.

I chociaż same ich uczymy (a może właśnie dlatego!) to dobrze wiemy, że techniki komunikacji, feedbacku czy zarządzania nie działają, jeśli lider:

  • jest w permanentnym stresie,
  • nie reguluje emocji,
  • nie dba o swój dobrostan.

Bez tego niestety nawet najlepszy model pozostanie na flipcharcie…

Na koniec

5 dysfunkcji Lencioniego to nie lista błędów. To mapa rozwoju zespołu.

Dlatego zamiast pytać „Dlaczego oni nie dowożą?” warto sprawdzić:

  • Czy mamy zaufanie?
  • Czy umiemy się różnić?
  • Czy decyzje są jasne?
  • Czy bierzemy odpowiedzialność za siebie nawzajem?
  • Czy naprawdę gramy do jednej bramki?

Bo kiedy fundamenty są zdrowe, wyniki naprawdę zaczynają się pojawiać. Nie magicznie (a szkoda ;)), ale zdecydowanie łatwiej.

Dziękujemy za przeczytanie!
Joanna Kucharska

Udostępnij ten tekst dalej: