W wielu organizacjach wydaje się, że zespoły mają wszystko, czego potrzeba do sukcesu: kompetentnych ludzi, dobre narzędzia, cele, procesy i KPI. A mimo to coś nie działa. Projekty się ślimaczą, decyzje są odkładane, ludzie gasną albo odchodzą po cichu.
Patrick Lencioni, autor koncepcji pięciu dysfunkcji pracy zespołowej, nazwał to wprost:
„Problemem rzadko są kompetencje czy strategia. Zazwyczaj problemem są relacje i dynamika zespołu.”
Model 5 dysfunkcji to nie żadna „miękka” teoria. To bardzo konkretna mapa tego, dlaczego zespoły nie współpracują skutecznie, nawet jeśli bardzo się starają
Chcesz ją poznać? Zapraszam do lektury! 👇

Dysfunkcja nr 1: Brak zaufania, czyli fundament, bez którego nic nie działa
Lencioni zaczyna od zaufania nieprzypadkowo. Bez niego wszystko, co dzieje się wyżej, jest tylko pozorem.
Ale uwaga! nie chodzi tutaj o zaufanie zadaniowe pod hasłem „wiem, że dowieziesz raport”. Chodzi raczej o zaufanie oparte na bezpieczeństwie psychicznym, które sprawia, że wiem, że:
- mogę przyznać się do błędu,
- mogę powiedzieć „nie wiem”,
- mogę zadać pytanie bez obawy o ocenę.
W zespołach, z którymi pracujemy brak zaufania bardzo często objawia się subtelnie:
- ludzie mówią „jest OK”, choć nie jest,
- feedback nie działa, bo nikt nie mówi prawdy,
- spotkania są według porządku, ale jednak nudne.
Bez zaufania zespół chroni siebie, zamiast współpracować.
Dysfunkcja nr 2: Strach przed konfliktem, czyli cisza, która zabija innowacyjność
Wiele zespołów (ale i liderów!) mówi z dumą: „U nas nie ma konfliktów”. Ale właśnie wtedy powinna się nam zapalić czerwona lampka 🚨
Bo brak konfliktu wcale nie oznacza harmonii. Wręcz przeciwnie! Bardzo często oznacza:
- unikanie trudnych tematów,
- tłumienie emocji,
- decyzje podejmowane „na pół gwizdka” i „dla świętego spokoju”.
A jak w takim pozornie zgodnym układzie ma narodzić się zdrowa, wielowymiarowa dyskusja?
Konflikt nie jest problemem. Problemem jest strach przed konfliktem. Konstruktywny konflikt:
- testuje pomysły,
- ściera perspektywy,
- prowadzi do lepszych decyzji.
Zespół, który potrafi się spierać bez ranienia ludzi, działa szybciej i mądrzej niż ten, który za wszelką cenę chce być „miły”.
Dysfunkcja nr 3: Brak zaangażowania, czyli gdy decyzje są tylko deklaracją
Zaangażowanie (commitment, nie engagement!) u Lencioniego wcale nie oznacza entuzjazmu i jednomyślności. Oznacza jasność i gotowość do działania, nawet wtedy, gdy decyzja nie jest idealna dla wszystkich.
W praktyce brak zaangażowania wygląda tak:
- „to ważne” -> ale bez terminu,
- „zajmiemy się tym” -> ale bez właściciela,
- wszyscy kiwają głowami, a tydzień później… nic się nie dzieje.
Brak realizacji to często nie brak chęci, ale brak jasnych ustaleń. Zaangażowanie rośnie, gdy:
- ludzie zostali wysłuchani,
- rozumieją po co,
- wiedzą, kto / co / do kiedy.
Proste, prawda? 😉
Dysfunkcja nr 4: Unikanie odpowiedzialności, czyli gdy nikt nikomu nie zwraca uwagi
Unikanie odpowiedzialności to jedna z najbardziej niewygodnych dysfunkcji. Bo oznacza ona, że ludzie widzą, że coś nie działa, ale milczą.
A dlaczego milczą? Ano dlatego, że:
- nie chcą psuć relacji,
- nie czują się bezpiecznie,
- nie wierzą, że to coś zmieni.
Lencioni mówi wprost: odpowiedzialność zespołowa to zwracanie sobie nawzajem uwagi, gdy łamane są ustalenia.
Nie przez szefa i nie w rocznym podsumowaniu, ale tu i teraz, między współpracownikami.
Tam, gdzie nie ma zaufania i konfliktu, nie ma też odpowiedzialności. Jest za to:
- przeciąganie decyzji,
- przerzucanie winy,
- i bierna postawa, prowadząca do marazmu.
Dysfunkcja nr 5: Brak koncentracji na wynikach, czyli gdy „ja” wygrywa z „my”
Na szczycie piramidy jest to, co najbardziej widoczne: wyniki. Ale – i to jest kluczowe – wyniki są efektem ubocznym zdrowego zespołu, a nie punktem startowym. Lubi mówić, że są trochę „efektem ubocznym”, gdy reszta dobrze funkcjonuje 😉
Brak koncentracji na wynikach pojawia się, gdy:
- ludzie dbają głównie o własne cele,
- status, ego lub „święty spokój” są ważniejsze niż efekt zespołu,
- sukces zespołu nie jest wspólną sprawą.
Z naszych doświadczeń z organizacjami wynika, że bardzo często zespołu dowożą nie dlatego, że ktoś „ciśnie KPI”, ale dlatego, że mają relacje, zaufanie i wspólny sens działania.
Dlaczego Lencioni działa i dlaczego sama wiedza nie wystarczy
Model 5 dysfunkcji jest prosty, w konstrukcji, ale nie jest łatwy we wdrożeniu.
Dotyka on bowiem rzeczy niewygodnych i wciąż nie zawsze mile widzianymi w biznesie, a mianowicie:
- emocji,
- relacji,
- odwagi,
- uważności lidera na siebie i zespół.
I chociaż same ich uczymy (a może właśnie dlatego!) to dobrze wiemy, że techniki komunikacji, feedbacku czy zarządzania nie działają, jeśli lider:
- jest w permanentnym stresie,
- nie reguluje emocji,
- nie dba o swój dobrostan.
Bez tego niestety nawet najlepszy model pozostanie na flipcharcie…
Na koniec
5 dysfunkcji Lencioniego to nie lista błędów. To mapa rozwoju zespołu.
Dlatego zamiast pytać „Dlaczego oni nie dowożą?” warto sprawdzić:
- Czy mamy zaufanie?
- Czy umiemy się różnić?
- Czy decyzje są jasne?
- Czy bierzemy odpowiedzialność za siebie nawzajem?
- Czy naprawdę gramy do jednej bramki?
Bo kiedy fundamenty są zdrowe, wyniki naprawdę zaczynają się pojawiać. Nie magicznie (a szkoda ;)), ale zdecydowanie łatwiej.

